Historia biegacza zabieganego…szalonego i z wielką pasją i możliwościami.

Historia biegacza – to nowy cykl artykułów o ciekawych biegaczach z Małopolski i ich przygodach z bieganiem.

Na pierwszy rzut – Wojciech. Szalony matematyk, który swoją pasją i energią zaraża wszystkich wokół.

Wojciech oprócz pasji biegania pisze jeszcze książki… jedna miejmy nadzieję wkrótce się ukaże i będziecie mogli przy niej zrelaksować się wieczorem.

 

A tymczasem historia Wojtka:

Jako dzieciak, jako młody chłopak i jako student wraz kolegami sporo czasu spędzałem uganiając się przede wszystkim za piłką. Czasem była to piłka nożna, czasem koszykowa, czasem siatkowa a najczęściej tenisowa. W grach zespołowych nie byłem taki zły, lecz również nie wyróżniałem się wybitnym talentem.  Jednak z tenisem zaprzyjaźniłem się bardziej i na dłużej. Przynajmniej na szkolnym podwórku wygrywałem. Co mnie wyróżniało?  Dużo i szybko po korcie biegałem. Przeciwnicy bardzo się dziwili, gdy udawało mi się odbić niesamowicie zdradzieckie, wyglądające na niemożliwe do złapania piłki. Dobiegałem i wprawiałem ich w osłupienie.

Chodzenie mnie nie bawiło. Jeszcze zanim na ekrany kin w 1994 roku wszedł film pt” Forrest Gump” ja już miałem swoje stałe hasło: „Jak gdzieś idę, to biegnę”. Najbardziej bawiły mnie wyścigi z tramwajem nr 8, którym często wracałem ze szkoły do domu. Gdy mi uciekał z przystanku (pod Wawelem) goniłem go. Gdy nie udało się go złapać dwa przystanki dalej (Plac Wszystkich Świętych) to nie rezygnując gnałem przez rynek i po dwóch kolejnych przystankach (Teatr Bagatela) był już mój. W taki oto sposób zaprzyjaźniałem się z bieganiem.

Jednak musiała mi stuknąć 30-tka bym pomyślał  że można bieganie usystematyzować, że można wprowadzić trening i sprawdzać się na zawodach.

W ostatnich dniach kwietnia 2008 roku podczas popołudniowego spaceru, żona oznajmiła mi, że planuje wziąć udział w Cracovia Maraton… na rolkach. Popatrzyłem na Olę niebywale zaskoczony, wręcz z niedowierzaniem.

Ledwo tydzień później w niedzielny poranek w mojej głowie narodził się kosmiczny pomysł, by również stanąć na linii startu tego maratonu,… tylko bez rolek.

Stanąłem, wystartowałem, podążyłem biegiem, ścigałem się….Niestety mocy i sił zabrakło mi w okolicach półmetka, gdzieś na jednym z nowohuckich osiedli i ze spuszczoną głową przerwałem mój pierwszy wyścig. Tego dnia walkę przegrałem, ale pozostał we mnie jednak ogromny impuls, by ruszyć na podbój kolejnych biegowych tras.

Wykręcałem kolejne kilometry coraz więcej i coraz szybciej. Wyciskałem z organizmu ile tylko mogłem. Forma rosła z dnia na dzień. Czułem się coraz silniejszy, już w głowie planując, że będę niepokonany.

W pewnym momencie postęp staje się coraz bardziej trudny, przestaje wystarczać bezmyślne bieganie. Zacząłem czytać książki, zacząłem pytać doświadczonych kolegów, zacząłem układać sobie swój plan treningowy. Jesienią 2009 roku doprowadziło mnie to do niesamowitego wyczynu złamania na maratonie bariery trzech godzin. Zmazałem tym sposobem plamę z pierwszego mojego występu na tym dystansie.

Płaskie miejskie ulice, niekończący się asfalt na pustkowiu, trawiaste leśne ścieżki, szutrowe polne drogi, gęste krzaki i krzewy, piaskowa nadmorska plaża, kamieniste podbiegi, błotniste zbiegi, przeprawa przez rzeczki i strumyki, wysokie szczyty, głębokie doliny, upał, mróz, deszcz, śnieg, lód, wiatr, pioruny, słoneczny poranek, chłodny wieczór, mroczna noc. Oto wielkie przygody, które na nas, biegaczy, czekają i wszystkich zapraszają.

W bieganiu nie liczy się tylko postęp i wyniki. Podążając od zawodów do zawodów, od treningu do treningu poznałem niesamowitych ludzi, zarażonych tą samą pasją, z którymi fantastycznie spędzam czas, z którymi bez końca mogę o bieganiu rozmawiać, z którymi wspólnie osiągać mogę nowe cele i wyzwania. Tak powstają przyjaźnie trwające przez wiele lat, w nieskończoność. Wiola, Marcin, Aga, Jaga, Asia, Patryk, Gosia, Milenka, Robert, od was to wszystko się zaczęło.

14717158_693025537515914_4121004360434762562_n
foto: HIGH5 sport nitrition

W pewnym momencie pomyślałem, że doszedłem już do kresu swoich możliwości. Na szczęście przyjaciele cały czas mnie wspierają, wybili mi ten pomysł z głowy, bez przerwy zapewniając, że nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa.

Zamieniłem samotne bieganie na wspólne treningi z grupą wielkich pasjonatów z ekipy Lacho Team. Bezcenne porady doświadczonego trenera i wyśmienitego biegacza, nowe pomysły na przeprowadzanie treningu, wiele pytań na które udało mi się zdobyć odpowiedzi. To wszystko zaczęło przynosić szybkie efekty, kolejne rekordy. Osiągam na wyścigach czasy, o których kiedyś mogłem tylko pomarzyć.

10 km (0:35:45 – Skawina V.2014), 15km (0:54:48 Strzelce Opolskie XII.2015), Półmaraton (1:18:10 Kraków X.2016), Maraton (2:47:53 Ljubljana X.2016) i już myślę, jak te wyniki poprawić.

W 2014 roku wpadłem na swój własny sposób przeżycia wielkiej biegowej przygody. Postawiłem sobie wielkie wyzwanie, trudny do realizacji cel. Postanowiłem, że regularnie co pół roku (wiosna, jesień) będę uczestniczył w biegu maratońskim, za każdym razem w innej europejskiej stolicy. Podniosłem jeszcze wyżej poprzeczkę, planując, by w każdym z tych maratonów, dopóki sił mi starczy złamać barierę trzech godzin. Stolic w Europie jest ponad czterdzieści, czeka mnie więc ponad dwadzieścia lat podróży po kontynencie.

Za mną już sześć wypraw: Bratysława 2014, Amsterdam 2014, Rzym 2015, Wilno 2015, Madryt 2016, Ljubljana 2016. Nie zatrzymuję się. Trzymajcie za mnie kciuki. Przede mną kolejne wypady, na które wszystkich zapraszam.

W ostatnich miesiącach dużo piszę o tym jak bardzo zabieganym jestem biegaczem. Serdecznie wszystkich zapraszam na stronę na facebooku: „Historie Biegacza Zabieganego

Do zobaczenia na biegowych trasach.

Wojciech Pietrzyk”

13532953_1793911080842788_1488291591940761376_n

 

 

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Dodaj komentarz