“9 powodów, dla których warto wystartować w Iron Run na Festiwalu Biegowym”

  1. Udział w jednej z największych imprez biegowych w Polsce. Organizator cały rok intensywnie zabiega o rekordową frekwencję. W tym roku na listach startowych znalazło się 11 tysięcy zawodników. Przekłada się to m.in. na bardzo atrakcyjne ceny pakietów startowych: za 9 startów, 3 dni biegania, zapłaciłam ok. 100zł. Pomimo pewnych wpadek organizacyjnych, możemy być spokojni o zapasy wszystkiego na punktach odżywczych czy o możliwość skorzystania z pomocy niezliczonych wolontariuszy. Nawet jeżeli ktoś woli starty w kameralnym gronie znajomych – warto raz na jakiś czas zobaczyć, jak wygląda bieganie w wydaniu supermarketowym. Na trasie Biegu 7 Dolin na pewno się nie zgubisz, nie ma szans na chwilę samotności (no chyba że jesteś Marcinem Świercem). Dobra rada: noclegi w pobliżu krynickiego Deptaka rezerwujcie z wyprzedzeniem!

 

14407660_155428654908449_2131728567_n

foto – Karolina Krawczyk

2.Status VIP. Wśród wielu konkurencji podczas Festiwalu Biegowego, ta wyróżnia się szczególnie. Zgłoszenia do Iron Run to około 1% startujących. Mieliśmy swoją odprawę, swoich opiekunów i sędziów, namiot odpoczynkowy z depozytem tylko do naszej dyspozycji, osobne godziny startów. Zupełnie inny medal i wyjątkowa koszulka finiszera. Naprawdę można było poczuć się wyjątkowo.

14388993_152681011849880_40019948_n14365311_152681015183213_1620748431_n

3.Wyzwanie dla tych, którzy chcą więcej w bieganiu. Masz swoje życiówki na dyszkę czy w maratonie? Czujesz tęsknotę za czymś więcej, niż mechanicznym urywaniem kolejnych sekund z wyników? Iron Run jest dla Ciebie. Tu dochodzi wiele innych składników, które wpływają na wynik. Nie wystarczy przebierać równo nogami. Trzeba wykazać się niesamowitą wszechstronnością, żeby dać radę tak na dystansie mili, jak i górskiego ultra. A to chyba nie przypadek, że nie znajdziecie w mądrych książkach instrukcji, jak się do takiego wyzwania przygotować…

4.Zmierzenie się z logistyką. Dla jednych magia etapówek i szansa pozostawienia konkurentów z tyłu, dla innych – bolesne doświadczenie. Zawodnicy w wywiadach przed pierwszym startem opowiadali, jakich trudności się spodziewają: w większości obawiali się najdłuższego biegu, nieliczni – najszybszej mili. A to logistyka rozdawała miejsca na liście wyników i eliminowała z niej gapy. Logistyka, czyli wszystko to, co robiliśmy – lub nie – w czasie pomiędzy etapami. Sen, jedzenie, nawadnianie się. Kto znalazł czas na drzemkę przed wieczornym startem albo nie tracił czasu na długi spacer na kwaterę – był do przodu. Najbardziej zazdrościłam tym, którzy mieli osobisty suport. Cudownie, kiedy masz kogoś, kto Ci pomoże na punkcie przepakowym, kto zawiezie na start, kto będzie czekał na mecie z gorącym posiłkiem.

5.Prawdziwy test na fightera. Ultrasi i rajdowcy wiedzą to doskonale: po wielu godzinach wysiłku energię do dalszego biegu czerpie się nie z glikogenu, lecz … z głowy. 48-godzinna etapówka (tyle czasu mija od pierwszego, do ostatniego startu IronRun) zweryfikuje, jak bardzo Ci zależy na zwycięstwie. Również gdy tym zwycięstwem nie jest miejsce na podium, lecz zmieszczenie się w limitach. Na liście startowej było 125 nazwisk. Na liście finisherów: 54. Pojedyncze przypadki to kontuzje, faktycznie wykluczające z rywalizacji. Zaryzykuję tezę, że większość tych, co odpadła – była w stanie fizycznym, pozwalającym na dotarcie do mety w limicie. A Ty – jesteś gotowy aby sięgnąć po najgłębsze pokłady swojej wewnętrznej motywacji?

 

14389777_152680941849887_574830944_n 14365248_152680925183222_895899016_n

6.Dużo czasu na przemyślenia. Na łącznym dystansie blisko 150km zdążysz zadać sobie wiele pytań. Tak tych codziennych, jak i filozoficznych. Wśród nich te najważniejsze: Co zjem, jak już dobiegnę? i: Po co ja w ogóle biegam? Kiedy wydawało mi się, że odcinam myślenie i koncentruję się na dotarciu do mety, mój umysł pracował niezwykle intensywnie nad milionem innych tematów.

7.Fejm. Żartuję, te wszystkie wywiady do tv były trudne, bo jak tu wydać z siebie jakiś sensowne dźwięki w tych nerwach, na zmęczeniu i niewyspaniu? Niemniej jednak fakt, że zawodnikom z czerwonymi numerami ludziki na trasie, tak kibice jak i inni zawodnicy, szczególnie mocno dopingowali i gratulowali. A zakończenie mieliśmy magiczne: runda honorowa do bramy mety tuż przed główną ceremonią zakończenia całego Festiwalu, wywołanie każdego finiszera po kolei, strzelające szampany…

8.Bogactwo wrażeń, intensywne przeżycia – od upodlenia, do magicznego biegowego flow. Poznałam ludzi niezniszczalnych. Podziwiałam w biegu widoki na Tatry i zachód słońca nad Krynicą. Umarłam na mecie i zmartwychwstałam w podskokach, kiedy dotarło do mnie, że jednak zmieściłam się w ostatnim limicie. Cola na ostatnim punkcie B7D była najsmaczniejsza na świecie. To wszystko i dużo, dużo więcej czeka na Was podczas Iron Run

9.Last but not least: 9 konkurencji. Czasami nie można się zdecydować, co biegać, prawda? Wybierz prawie wszystkie biegi festiwalowe. Rozpiętość dystansów w Iron Run jest imponująca:

    1. mila – piątek, godz. 16:00 – limit 7min.

    2. 15km pod górkę i z powrotem – piątek, godz. 18:05 – limit 1godz.40min.

    3. 7km pod górkę i z powrotem – piątek, godz. 22:35 – limit 45min.

    4. 64km górski – sobota, godz. 07:00 – limit 10godz.

    5. 3km – sobota , godz. 19:00 – limit 18min.

    6. 5km– sobota , godz. 22:05 – limit 30min.

    7. maraton – niedziela, godz. 08:40 – limit 4godz.30min.

    8. 2,6km terenowy pod górę na Jaworzynę – niedziela, godz.14:30 – bez limitu

    9. 1km – niedziela, godz. 16:00 – bez limitu

Tekst: Ania Witkowska

Foto: www.festiwalbiegowy.pl
14389777_152680941849887_574830944_n

14445508_155428981575083_792633497_n

 

 

 

 

 

 

 

 

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail

Dodaj komentarz